Władze Gdyni za problemy finansowe miasta obarczają rząd. Słusznie?

Władze Gdyni przygotowały na miejskiej stronie artykuł-oświadczenie skierowane do polskiego rządu. Narzekają na kłopoty finansowe powstałe z powodu epidemii koronawirusa. Chodzi o ograniczoną liczbę osób w komunikacji miejskiej, czy dezynfekcję publicznych urządzeń – m.in. do poboru opłat za parkowanie. Władze zapominają przy tym o Tarczy Antykryzysowej, z której otrzymały 38 mln zł i szeregu ułatwień w funkcjonowaniu.

Katarzyna Gruszecka-Spychała, zastępca prezydenta Gdyni ds. gospodarki do oceny sytuacji podeszła na portalu finansowanym z budżetu miasta dość jednostronnie. Co prawda rząd nie rekompensuje strat wynikających z funkcjonowania komunikacji miejskiej na danym terenie, ale w innych obszar starał się pomóc, a czego nie odnotowano.

Gdynia była drugim miastem w regionie, który dostał największe wsparcie z Funduszu Inwestycji Lokalnych w wysokości 38 mln zł. Pieniądze są przeznaczone na inwestycje bliskie mieszkańcom to m.in. szkoły, żłobki, przedszkola, wodociągi, szpitale, domy pomocy społecznej itd. Dopłaty będą przekazywane w formie przelewów na wniosek samorządów

Dla samorządów jedną z najważniejszych zmian jest poszerzenie możliwości nierównowagi strony bieżącej budżetu JST dodatkowo o wartość faktycznego ubytku w dochodach podatkowych (z PIT, CIT, podatków lokalnych: od nieruchomości, rolnego, leśnego, od środków transportowych, opłaty skarbowej, PCC, opłaty uzdrowiskowej i miejscowej) będącego skutkiem wystąpienia COVID-19.

Tarcza samorządowa łagodzi także w 2020 r. regułę fiskalną ograniczającą zadłużenie JST. Polega to na wyłączeniu z indywidualnego wskaźnika zadłużenia wszystkich tych zobowiązań, które jednostka zaciągnie w związku z ubytkiem w dochodach, wynikającym z wystąpienia epidemii COVID-19. Pozwolono jednostkom zaciągać zobowiązania na dochody, których nie uzyskają, czego do tej pory samorządy nie mogły robić.

Dodatkowo zostało przyśpieszone wejście w życie przepisu, w myśl którego przy wyliczeniach indywidualnego wskaźnika zadłużenia do wydatków bieżących nie zalicza się wydatków na obsługę zadłużenia. Takie rozwiązanie miało być stosowane od 2026 roku; a będzie obowiązywać już w roku 2021.

Joanna Senyszyn chce wyjaśnień od ministra Przemysława Czarnka

W Gdyni za finansowe kłopoty odpowiada rząd

Jak czytamy na stronie miasta na Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny miasto zawsze przygotowuje specjalny rozkład jazdy komunikacji miejskiej oraz organizację ruchu. W tym roku, z uwagi na pandemię, przygotowania były szerzej zakrojone niż zwykle. Po raz pierwszy linie cmentarne miały kursować przez blisko tydzień, umożliwiając łatwy dojazd do nekropolii także w inne dni, niż 1 i 2 listopada, tym samym ograniczając tłok w dni świąteczne. Takie zmiany są kosztowne. Okazało się, że to na nic. Kilka godzin przed wdrożeniem zmian premier ogłosił, że cmentarze jednak pozostaną zamknięte.

Odwołanie dodatkowych kursów i zawrócenie całej zmiany, niestety, nie oznacza, że miasto odzyska wydane na nią pieniądze.

Sytuacja budżetowa jest bardzo trudna. Nawet bez Covidu, po reformach podatkowych, miejski budżet bardzo ucierpiał. Do finansowania edukacji miasto musi dokładać kolejne dziesiątki milionów, bo pieniądze z rządu nie wystarczają – nawet na przyznane przez ten rząd podwyżki dla nauczycieli. Na to wszystko nałożyła się pandemia, która oznaczała i wydatki, i spadek przychodów. Dość przypomnieć interwencyjne zakupy maseczek i płynów dezynfekujących, które darowaliśmy wiosną szpitalom, gdy pozostały bez środków ochrony osobistej. Miasto, choć żadnego prawnego obowiązku nie było, po prostu musiało im – a przez to pośrednio mieszkańcom – pomóc – mówi Katarzyna Gruszecka-Spychała, zastępca prezydenta Gdyni ds. gospodarki.

Dezynfekcja, zamgławianie, grodzenie miejsc, do których wiosną zakazano wstępu, to też wydatki. Obniżka wpływów to koszt programów pomocowych, takich jak np. Falochron albo koszt zwolnienia z opłat w Strefie Płatnego Parkowania.

Nikt tych decyzji nie żałuje, ratowały one zdrowie oraz firmy i miejsca pracy, ale to nie znaczy, że nie mają negatywnych skutków dla budżetu miasta – dodaje Katarzyna Gruszecka-Spychała.

Stosunkowo najciężej została dotknięta komunikacja miejska.

Lockdown, a później także obostrzenia co do napełnienia pojazdów sprawiły, że bardzo spadła liczba podróżnych, a zatem także wpływów z biletów. W najgorszym momencie mijającego roku ten spadek wyniósł blisko 80%, w stosunku do roku ubiegłego (jeśli porównać kwiecień 2020 do kwietnia 2019). Nawet w miesiącach wakacyjnych, gdy ruch się wzmożył, notowane spadki wynosiły ponad 20%, czyli na biletach – w najlepszym razie – miasto zarabiało o 1/4 mniej niż rok wcześniej.

Tymczasem koszty rosły. W związku z limitami napełnienia miasto musiało uruchamiać tzw. kursy bisowe, tak by pasażerowie mogli dojechać w żądane miejsce bez konieczności oczekiwania na następny rozkładowo pojazd. Intensywniej musiał działać nadzór ruchu, kosztowała także dezynfekcja pojazdów. Reasumując, wydawać trzeba było więcej, a zarabiać można było znacznie mniej.

– W tym kontekście straty spowodowane nagłą decyzją rządu wyjątkowo bolą. Można byłoby ich uniknąć, gdyby to zamknięcie zostało zapowiedziane wcześniej. Nie dało się, gdy machina została już wprawiona w ruch, rozkłady zmienione, grafiki pracy rozpisane, kierowcy i pojazdy gotowe do służb. Tylko na wynagrodzenia dla przewoźników za wcześniej zakontraktowane przejazdy, których juz nie można było anulować, miasto wyda około 188 tysięcy złotych. To nie koniec strat. Przewoźnicy również na tym nie zarobią, muszą zapłacić koszty, w tym pracy. Druk tabel z rozkładami specjalnymi i ich plakatowanie na przystankach wydają się już przy tym drobiazgiem. Tego wszystkiego można było bardzo prosto uniknąć – gdyby decyzja została zapowiedziana kilka dni wcześniej – stwierdza Katarzyna Gruszecka-Spychała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

%d bloggers like this: